Dzisiaj na szczęście mamy piękny, słoneczny, majowy poranek. A ja właśnie jestem w pociągu, w podróży do rodziny, której już bardzo dawno nie widziałam. Lubię takie dni jak ten.
20 maja zdałam ostatni egzamin maturalny. Poszło mi świetnie i najdłuższe wakacje życia stały się w końcu rzeczywistością ;) Pierwszy punkt mojej "checklisty" został zrealizowany! Jestem na dobrej drodze. Jednak wyobrażałam sobie całkiem inaczej ten dzień. Pełen uśmiechu, świętowania, gratulacji...niestety żadne z powyżej wymienionych czynności nie miało miejsca. Wracając z matury kupiłam szampana i miałam nadzieję że wszystko potoczy się zgodnie z planem, ale niestety... Wróciłam do domu gdzie była tylko mama i mówiła żebyśmy poczekały na tatę, a ja o 15 byłam umówiona z moim mężczyzną, więc taty się nie doczekałam. Jednak z moim mężczyzną też jak się okazało nie było kolorowo. Odbyliśmy burzliwą kłótnie i polała się niejedna łza. Chyba potem dotarło do niego jak wielki ból mi sprawił w tak ważnym dla mnie dniu... Gdyby nie nasze związkowe perypetie....wszystko byłoby idealnie. Gdy przyjechałam do niego czekał już na mnie obiad, który zrobił jak się później okazało również i deser ;) Byliśmy na dłuuugim spacerze z psem na kamieniołomie i wszystko zdawało się być idealne, ale niestety nie było. Było mi przykro, że awantury są robione w takie dni jak ten. I jak to zwykle bywa, poszła już cała wiązanka, bo jak się kłócić to przecież o wszystko, nawet o to co było dwa lata temu, a co! ;)
Dzisiaj jest nowy, piękny dzień i w planach rowerki, więc udanego weekendu dla wszystkich! ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz